Zakaz alkoholu na stacjach coraz bliżej. "To byłby cios"

Sprzedaż alkoholu na stacjach paliw może zostać niebawem ograniczona w całej Polsce między godz. 22 a 6. Jak informuje "Fakt", właściciele takich punktów obawiają się spadku przychodów. "To byłby cios" – mówił dziennikowi pan Łukasz, prowadzący kilka obiektów na trasie Olkusz-Kraków.

stacja benzynowaZakaz alkoholu na stacjach coraz bliżej. "To byłby cios" (zdj. ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Agnieszka Potoczny-Łagowska

Sejm przyjął ustawę przewidującą nocną prohibicję, zakaz reklamy alkoholu oraz wyższą opłatę za sprzedaż napojów alkoholowych. Projekt trafi teraz do Senatu, a następnie do prezydenta. Jeśli zostanie podpisany, nowe regulacje mają obowiązywać od 1 stycznia 2027 r.

Zakaz alkoholu na stacjach coraz bliżej. Właściciel: "To byłby cios"

Pan Łukasz, właściciel kilku stacji paliw przy trasie między Olkuszem a Krakowem, uważa, że ograniczenie sprzedaży alkoholu uderzy przede wszystkim w mniejsze punkty. Jak wyjaśnia w "Fakcie", wynik finansowy stacji zależy od jej położenia. Przy ruchliwych trasach dodatkowe przychody przynoszą między innymi kawa, gastronomia i hot dogi. W niewielkich miejscowościach sklep przy stacji bywa natomiast ważnym elementem działalności.

Przedsiębiorca wskazuje, że na jednej z prowadzonych przez niego mniejszych stacji alkohol sprzedaje się dobrze, ponieważ w pobliżu nie ma innych sklepów. Jego zdaniem nie jest to sprzedaż na masową skalę, ale dla części punktów stanowi znaczący składnik dochodów. Wprowadzenie zakazu w godzinach nocnych określa jako cios dla właścicieli i obawia się, że rentowność niektórych stacji jeszcze się pogorszy.

Jak alkoholu nie będzie, no to już w ogóle będzie słabo. No oby to nie weszło – powiedział "Faktowi" właściciel stacji z Małopolski.

Specjalista popiera ograniczenie dostępności

Dr n. med. Bohdan Woronowicz, psychiatra oraz specjalista i superwizor psychoterapii uzależnień, ocenia projekt odmiennie niż przedsiębiorcy. Jego zdaniem stacje paliw powinny służyć przede wszystkim kierowcom potrzebującym paliwa, a nie pełnić funkcję nocnych punktów sprzedaży alkoholu.

One się nazywają stacjami paliw, stacjami benzynowymi, a nie sklepami monopolowymi. To już było rzeczą straszną, że wprowadzono sprzedaż alkoholu na stacjach paliw – mówił "Faktowi".

Ekspert utrzymuje, że rozmawiał z osobami pracującymi na stacjach w nocy. Z ich relacji miało jasno wynikać, że część klientów przyjeżdżała przede wszystkim po alkohol, a nie po paliwo.

Im łatwiejszy jest dostęp do alkoholu, tym ludzie częściej go kupują. Im częściej i więcej kupują, tym więcej piją, a im więcej piją, tym występuje więcej najróżniejszych problemów, tak mówią wszystkie badania naukowe – wskazywał Woronowicz dla dziennika.

Specjalista zwraca uwagę także na badania dotyczące alkoholu, w tym prace mówiące o jego właściwościach rakotwórczych. Ograniczenie sprzedaży na stacjach benzynowych Woronowicz uważa za konieczne z punktu widzenia profilaktyki uzależnień.

Wybrane dla Ciebie