W tym artykule:
Temat wrócił po wypowiedzi minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. W przedstawionym przez nią kierunku zmian matki mogłyby kończyć aktywność zawodową wcześniej, a kobiety bez dzieci miałyby mieć wiek emerytalny zbliżony do mężczyzn. Dziś obowiązują jednak jasne zasady: kobiety mogą przechodzić na emeryturę po ukończeniu 60 lat, a mężczyźni po 65.
To ważne rozróżnienie, bo sama obecność tematu w debacie publicznej nie oznacza jeszcze reformy. Na tym etapie mowa o pomyśle, który dopiero uruchomił polityczną i ekspercką dyskusję. Dla czytelniczek najważniejsza informacja jest prosta: wcześniejsza emerytura kobiet za samo posiadanie dzieci nie obowiązuje.
Skąd wziął się pomysł na wcześniejszą emeryturę kobiet?
Propozycja została pokazana jako element szerszej rozmowy o demografii, rodzicielstwie i przyszłości systemu emerytalnego. Zwolennicy takiego myślenia wskazują, że kobiety częściej biorą na siebie ciężar wychowania dzieci, korzystają z przerw w pracy i później ponoszą finansowe skutki tych decyzji.
Jednocześnie pojawia się pytanie, czy właśnie system emerytalny powinien rekompensować koszty macierzyństwa. Ten punkt stał się osią całego sporu, bo dotyczy nie tylko polityki rodzinnej, lecz także zasad, według których państwo przyznaje tak ważne uprawnienia.
Co dziś naprawdę wynika z przepisów?
Obecnie nie ma rozwiązania, które automatycznie obniżałoby wiek emerytalny kobietom tylko dlatego, że mają dzieci. W praktyce oznacza to, że żadna matka nie zyskuje dziś ustawowego prawa do szybszego zakończenia pracy wyłącznie na podstawie liczby dzieci.
To nie znaczy jednak, że temat rodzicielstwa i emerytury w ogóle nie istnieje w przepisach. W Polsce działa już rodzicielskie świadczenie uzupełniające, znane jako Mama 4+, ale jego rola jest inna. Nie jest to klasyczna wcześniejsza emerytura, tylko forma wsparcia dla osób, które z powodu wychowania licznej rodziny nie wypracowały świadczenia zapewniającego minimalne utrzymanie.
Prawnicy widzą ryzyko nierównego traktowania
Prawnicy zwracają uwagę przede wszystkim na konstytucyjną zasadę równości wobec prawa. Ich wątpliwości dotyczą tego, czy można uzależnić wiek emerytalny od samego faktu posiadania dzieci, skoro część kobiet nie może zostać matkami z powodów biologicznych, a inne wybierają bezdzietność.
Eksperci wskazują też na inną lukę takiego rozwiązania. Samo urodzenie dziecka nie musi jeszcze oznaczać, że dana osoba rzeczywiście poniosła cały ciężar wychowania. Z tego powodu pomysł budzi zastrzeżenia nie tylko polityczne, ale też prawne i praktyczne.
Resort rodziny nie popiera takiej zmiany
W rozmowie z Wirtualną Polską wiceministra rodziny Aleksandra Gajewska odcięła się od tej propozycji. - Nie zamierzamy wprowadzać rozwiązań opresyjnych czy narzucać swego rodzaju reżimu w systemie ubezpieczeń społecznych, który karałby kobiety za brak potomstwa - mówi WP.
To ważny sygnał, bo pokazuje, że pomysł nie ma poparcia w resorcie odpowiedzialnym za politykę społeczną i system zabezpieczenia. W debacie pojawia się inny kierunek: nie wcześniejsze kończenie pracy, lecz lepsza rekompensata za okresy opieki nad dziećmi.
Mama 4+ i inne możliwe alternatywy
Program Mama 4+ obejmuje głównie kobiety po 60. roku życia, które wychowały co najmniej czworo dzieci i nie mają środków zapewniających utrzymanie. W określonych sytuacjach świadczenie mogą dostać również ojcowie po 65. roku życia. Wsparcie wypłacane jest do wysokości najniższej emerytury, a od marca 2026 r. to 1978,49 zł brutto.
Eksperci wskazują też inne rozwiązania, które mogłyby lepiej odpowiadać na skutki macierzyństwa dla przyszłej emerytury. Mowa między innymi o dodatkowych latach do stażu ubezpieczeniowego albo o lepszym finansowaniu składek za okresy opieki nad dziećmi. Taki model miałby chronić wysokość świadczeń bez tworzenia osobnego wieku emerytalnego dla matek.