Chciał ubezpieczyć truskawki. Gigantyczna kwota. Można kupić mieszkanie
Plantator spod Pruszcza był w szoku, gdy dostał ofertę ubezpieczenia truskawek z PZU na ponad 370 tys. zł. Jego pole mierzy zaledwie 1,5 hektara. Jak informuje "Fakt", PZU tłumaczy, że to nie była realna oferta, a błąd pośrednika.
Najważniejsze informacje
- Rolnik z Pruszcza otrzymał składkę 372 tys. zł za ubezpieczenie truskawki z PZU.
- PZU twierdzi, że przedstawiona kalkulacja nie była prawdziwą ofertą.
- Problem z ubezpieczaniem upraw zgłaszają rolnicy w całym kraju.
Mariusz Balcerzak, plantator z Pruszcza w woj. kujawsko-pomorskim, zgłosił się do PZU po ubezpieczenie na wypadek przymrozków i gradobicia. Chciał zabezpieczyć niewielką działkę o powierzchni półtora hektara. Do tej pory korzystał z usług innych firm, ale tym razem odmówiono mu polisy przez wcześniejsze szkody spowodowane anomaliami pogodowymi. Z relacji rolnika wynika, że żaden prywatny ubezpieczyciel nie był w stanie mu pomóc.
Balcerzak próbował jeszcze sił w innej firmie, jednak tam obowiązywała regionalna pula objęta limitem powierzchni. W końcu postanowił sprawdzić ofertę PZU, największego państwowego ubezpieczyciela. Gdy zobaczył wyliczoną składkę na ponad 372 tys. zł za uprawę wartą 75 tys. zł, nie krył swojego zaskoczenia. — Szybko dzwonię do agenta i mówię: niemożliwe, tam się przecinki pomyliły — relacjonuje "Faktowi".
Ubezpieczenia upraw. PZU tłumaczy skąd wysoka składka
Rolnik dowiedział się, że ze składki państwo mogłoby dołożyć mu 9 749 zł, jednak nawet po tej dopłacie koszt byłby astronomiczny. Sam z siebie nie rozumiał, skąd taka kwota i podkreślał, że agent kontaktował się z PZU dwukrotnie, by potwierdzić rachunek. — Mój agent dwukrotnie dzwonił do PZU i dopytywał, czy wszystko się zgadza — dodał.
PZU w odpowiedzi dla "Faktu" stwierdziło, że cała sytuacja to efekt błędu pośrednika i kalkulacja nie powinna trafić do klienta.
Opisywana sytuacja jest efektem nieprawidłowego postępowania pośrednika. Prezentowana kalkulacja nie jest ofertą i jako taka nie powinna zostać przedstawiona Klientowi. Nasz system nie pozwoliłby na zawarcie takiej polisy.
Państwowy zakład wyjaśnia, że składki pojawiające się w systemie poza okresem sprzedaży mają stanowić jedynie sygnał dla agenta, że w danym czasie polis nie można wystawić.
Taka kwota pojawia się wyłącznie na etapie analizy wniosku i nie stanowi realnej oferty dla klienta, lecz sygnał dla sprzedawcy, że ubezpieczenie na dany zakres w tym okresie nie może zostać zawarte i wniosek powinien zostać zmieniony — tłumaczy PZU.
Rolnicy bez szans na ubezpieczenie? Głosy z branży
Sprawa Pana Mariusza to głos w dyskusji, która powraca w branży rolniczej co roku. Plantatorzy narzekają, że coraz trudniej ubezpieczyć uprawy przed katastrofami pogodowymi – firmy komercyjne ograniczają swoje oferty albo odmawiają zawierania polis ze względu na rosnące ryzyko. — Przychodzą anomalie i klęski, wszyscy dookoła komentują, że rolnicy mogli się ubezpieczyć. Ale jak? — pyta pan Mariusz.
Samo PZU oferuje ubezpieczenie truskawek od przymrozków wyłącznie jesienią, co ma zapobiegać zawieraniu polis tuż przed wystąpieniem szkody, gdy ryzyko strat jest już wysokie. System nie pozwala więc na wystawienie takich polis wiosną, a astronomiczne stawki są jedynie narzędziem "blokującym" takie kalkulacje. PZU dodaje, że rolnik został zaproszony do kontaktu z przedstawicielem, który ma przekazać aktualną ofertę.
Kiedy można ubezpieczyć plony i na jakich zasadach?
Rolnik zwrócił uwagę na rozbieżność między terminami – wskazywał, że dotacje z budżetu państwa startowały dopiero po 15 kwietnia, a PZU sprzedaje takie polisy wyłącznie jesienią. — Ale jak ubezpieczyć truskawki jesienią, skoro dotacja ze skarbu państwa była od 15 kwietnia? — pytał plantator. Dla wielu rolników brak jasnych zasad i trudności w uzyskaniu ochrony pozostają palącym problemem, który – mimo sezonowych debat – wciąż nie doczekał się systemowego rozwiązania.