Auto z USA może kusić ceną. Dopiero pełny rachunek pokazuje, czy to się opłaca
Samochód z USA potrafi być wyraźnie tańszy od europejskiego odpowiednika, ale sama cena zakupu nie wystarcza, by mówić o okazji. O opłacalności decyduje dopiero suma kosztów: od transportu po cło, VAT i akcyzę.
W tym artykule:
Auta z USA przyciągają kupujących z kilku powodów naraz. Najczęściej wraca argument niższej ceny, ale równie ważne są bogatsze wersje wyposażenia, mocniejsze silniki i dostęp do modeli, których na europejskim rynku po prostu nie ma. To właśnie dlatego import zza oceanu interesuje nie tylko kolekcjonerów czy fanów amerykańskiej motoryzacji, lecz także osoby szukające konkretnego auta używanego.
WP Autokult pokazywał, że różnice cenowe potrafią być zauważalne już przy samochodach dobrze znanych w Polsce. Za najtańsze BMW Serii 3 320i w USA trzeba było zapłacić 34,9 tys. dolarów, czyli ok. 125,3 tys. zł, podczas gdy w Polsce cena podstawowej wersji wynosiła 149,3 tys. zł. Jeszcze mocniej było to widać na rynku wtórnym: Lexus CT 200h z 2015 r. kosztował w Polsce ok. 100 tys. zł, a w USA podobny egzemplarz ok. 19 tys. dol., czyli 68 tys. zł.
Dlaczego auta z USA kuszą kupujących?
Na tym jednak przewaga aut z USA się nie kończy. W materiałach WP powtarza się też motyw większego wyboru wersji i wyposażenia. Dotyczy to zwłaszcza samochodów z mocniejszymi silnikami, aut sportowych i modeli, które w Europie są rzadkie albo w ogóle niedostępne. Dla części kupujących to jedyna szansa, by kupić konkretną konfigurację bez wielomiesięcznych poszukiwań na lokalnym rynku.
Równocześnie atrakcyjnie wyglądają aukcje samochodów uszkodzonych. WP Autokult zwracał uwagę, że właśnie taki zakup bywa najbardziej opłacalny, bo ceny potrafią być bardzo niskie. To rozwiązanie ma jednak swoją cenę: trudniej znaleźć auto z niewielkimi uszkodzeniami, a późniejsza naprawa, dopasowanie części i przygotowanie samochodu do rejestracji mogą szybko podnieść końcowy koszt całej operacji.
Czy import auta z USA się opłaca?
Najkrótsza odpowiedź brzmi: czasem tak, ale tylko po dokładnym przeliczeniu wszystkich wydatków. W jednym z cytowanych przez WP materiałów przedstawiciel firmy sprowadzającej auta oceniał, że przy porównaniu tych samych modeli, z tymi samymi silnikami i wyposażeniem, samochód z USA może być od 10 do 30 proc. tańszy niż egzemplarz kupiony w Europie. Taki wynik nie bierze się jednak z samej ceny zakupu, lecz z całego bilansu zysków i kosztów.
Na opłacalność importu wpływają przede wszystkim:
- cena samochodu i ewentualne opłaty aukcyjne,
- transport do portu i fracht do Europy,
- cło w wysokości 10 proc. wartości auta,
- akcyza 3,1 proc. dla silników do 2.0 l lub 18,6 proc. powyżej 2.0 l,
- VAT 23 proc. w Polsce lub 19 proc. w Niemczech.
Do tego dochodzi prowizja pośrednika, która zwykle wynosi od 2 do 5 tys. zł, oraz sam transport, liczony od kilku do kilkunastu tys. zł lub od 1000 do 2500 dolarów, zależnie od wariantu usługi. Dlatego auto z USA nie zawsze będzie okazją. Najwięcej można zyskać przy dobrze wybranym modelu i rozsądnie policzonych kosztach. Jeśli kupujący patrzy tylko na cenę z ogłoszenia, łatwo przeoczyć wydatki, które po drodze zmieniają atrakcyjny zakup w znacznie droższy import.
Jakie opłaty podnoszą koszt auta z USA?
Największy błąd przy sprowadzaniu auta z USA polega na liczeniu tylko ceny zakupu. Dopiero po dodaniu wszystkich obowiązkowych opłat widać, ile naprawdę będzie kosztował samochód po dopłynięciu do Europy. W praktyce znaczenie ma nie tylko sam zakup, ale też sposób transportu, miejsce odprawy i pojemność silnika.
Podstawą są trzy daniny: cło, akcyza i VAT. Cło wynosi 10 proc. wartości samochodu osobowego. Akcyza zależy od pojemności silnika i wynosi 3,1 proc. dla jednostek do 2.0 l oraz 18,6 proc. dla większych silników. Do tego dochodzi VAT: 23 proc. w Polsce albo 19 proc., jeśli odprawa odbywa się w Niemczech. To właśnie dlatego różnica między atrakcyjną ceną auta w USA a końcowym kosztem w Polsce bywa znacznie mniejsza, niż sugeruje samo ogłoszenie.
Trzeba też doliczyć wydatki, które łatwo przeoczyć na początku. Warto uwzględnić m.in. koszty transportu do portu, frachtu przez ocean, prowizji dla firmy pośredniczącej, obsługi celnej, tłumaczenia dokumentów, badania technicznego oraz rejestracji. W przypadku aut powypadkowych dochodzi jeszcze naprawa i dostosowanie samochodu do europejskich wymogów.