Iza twierdzi, że "leczenie dentystyczne w USA to jest jeden, wielki scam (oszustwo - dop. red.)". Kobieta przed kilkoma laty przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych, a po pięcioletnim pobycie otrzymała tamtejsze obywatelstwo. W sieci pokazuje, jak wygląda tam życie. Nie zawsze jest kolorowo.
Rok temu byłam w gabinecie dentystycznym. Na pierwszej wizycie miałam robione czyszczenie i chyba dwie plomby. Mój wkład własny z ubezpieczeniem, jakie miałam, to było 250 dolarów (około 980 zł). Na drugiej wizycie zapłaciłam 200 dolarów (około 780 zł) - przekazała
Pierwszą wizytę odbyła 1 lutego, a drugą - 20 dni później. - Jak wychodziłam, jeszcze zapytałam, czy wszystko jest na pewno ok. Recepcjonistka powiedziała, że tak, że resztę pokrywa moje ubezpieczenie. Na tamten moment miałam inne, niż mam teraz - dodała.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Dostała list. Tyle musi zapłacić
Ostatnio Polka mieszkająca w USA dostała list, z którego wynika, że ma do zapłaty 164 dolary, a więc około 640 zł. - Nawet nie wiem, czy to jest w ogóle legitne, bo to wygląda, o, jak taki świstek papieru. I tutaj chcą, żebym spisała moje dane karty - dodała.
Niby wszystkie te rzeczy, które tutaj są napisane, były zrobione na moich zębach, no ale po roku, po roku się do mnie odezwać, że oni chcą 164 dolary - podkreśliła. - Płacę za to ubezpieczenie jakieś 200-300 dolarów ( ok. 780 - 1,1 tys. zł) co miesiąc - ujawniła.
Czytaj także: Obrzydliwe, co robił na balkonie. "Ludzie się go boją"
Na koniec zaapelowała do Polaków, którzy są w USA lub zamierzają się tam wybrać.
Upewnijcie się, że macie jakieś ubezpieczenie - podsumowała.