Fałszywe wezwanie służb ratunkowych. Taka kara może grozić za jeden telefon

Fałszywe wezwanie policji, pogotowia albo straży pożarnej nie kończy się wyłącznie na pouczeniu. W zależności od skali alarmu sprawca może dostać mandat, grzywnę do 1,5 tys. zł, karę ograniczenia wolności, a w najpoważniejszych sprawach nawet trafić do więzienia.

Straż straż pożarna wóz strażackiNieuzasadnione wezwanie straży pożarnej, pogotowia czy policji może grozić sporymi konsekwencjami
Źródło zdjęć: © Materiały WP | 123RF
Amadeusz Cyganek

Fałszywy telefon na numer 112 albo bezpodstawne wezwanie służb ratunkowych może uruchomić całą procedurę: przyjazd policji, pogotowia, straży pożarnej lub kontrolę na lotnisku. To oznacza realne koszty i stratę czasu, który w tym samym momencie może być potrzebny komuś w stanie zagrożenia życia.

W praktyce wiele zależy od tego, jakiego rodzaju zgłoszenie składa sprawca i jakie skutki wywołuje jego działanie. Serwisy WP opisywały zarówno przypadki pozornie "niewinnych" żartów, jak i alarmy, które kończyły się szeroką interwencją służb oraz poważniejszymi konsekwencjami.

Jakie kary grożą za fałszywe wezwanie służb

Najłagodniejszy scenariusz w takich sytuacjach to mandat. Tak było m.in. na lotnisku, gdzie pasażer podczas odprawy powiedział, że ma w bagażu bombę. Straż Graniczna nałożyła na niego 500 zł mandatu, a kapitan samolotu nie pozwolił mu wejść na pokład.

Na tym jednak katalog kar się nie kończy. Za nieuzasadnione wezwanie policji, pogotowia lub straży pożarnej w podstawowym wariancie grozi grzywna do 1,5 tys. zł. W poważniejszych sprawach może dojść do postępowania sądowego, a wtedy w grę wchodzi także ograniczenie wolności, areszt, a nawet obowiązek zwrotu kosztów działań służb. W innym materiale przywołano też przypadki traktowane jako przestępstwo, za które może grozić od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

Kiedy kończy się na mandacie, a kiedy sprawa robi się poważniejsza?

Znaczenie ma nie tylko sama treść zgłoszenia, ale też to, czy sprawca świadomie wprowadza służby w błąd i czy wywołuje działania mające usuwać nieistniejące zagrożenie. Im większa skala alarmu i większe zaangażowanie instytucji, tym poważniejsze mogą być konsekwencje.

Dobrym przykładem jest historia mężczyzny z gminy Galewice, który zadzwonił na policję i powiedział, że zabił ojca. Funkcjonariusze natychmiast pojechali na miejsce, a na miejscu pojawiła się także załoga pogotowia. Jak relacjonowano w serwisie WP, alarm okazał się fałszywy, a zgłaszającemu miała grozić grzywna do 1,5 tys. zł lub kara ograniczenia wolności.

Fałszywy alarm zabiera czas i pieniądze

Problem nie sprowadza się tylko do odpowiedzialności sprawcy. Każda bezpodstawna interwencja angażuje ludzi i sprzęt, które w tym samym czasie mogą być potrzebne gdzie indziej. To właśnie dlatego służby tak mocno podkreślają, że numer 112 powinien służyć wyłącznie do zgłaszania realnego zagrożenia życia, zdrowia albo mienia.

Skalę tego obciążenia dobrze pokazuje materiał o fałszywych alarmach nad morzem. W tekście opublikowanym przez o2 podano, że tylko od 1 maja ratownicy działali 87 razy, a 24 akcje okazały się fałszywymi alarmami. Gdy do poszukiwań włącza się śmigłowiec, godzina jego pracy może kosztować nawet 21,5 tys. zł. Z perspektywy czytelnika wniosek jest prosty: fałszywe wezwanie służb ratunkowych może skończyć się nie tylko mandatem, lecz także poważnymi skutkami prawnymi i realnym zagrożeniem dla innych.

Wybrane dla Ciebie