W tym artykule:
Nieudana pierwsza rekrutacja na studia łatwo podcina skrzydła, ale po ogłoszeniu wyników podstawowego naboru część uczelni nadal ma wolne miejsca. Tak było m.in. w Krakowie, Białymstoku, Łodzi czy Suwałkach. W praktyce oznacza to, że brak przyjęcia w lipcu nie musi zamykać drogi do rozpoczęcia nauki w październiku.
Warto sprawdzić, czy uczelnia prowadzi rekrutację uzupełniającą, dodatkową albo kolejną turę naboru. W Suwałkach po pierwszej turze zapowiedziano drugą na kierunkach, na których pozostaną wolne miejsca. Z kolei w Krakowie część szkół wyższych uruchomiła nabory na wybrane kierunki, a niektóre prowadziły nawet rekrutację ciągłą.
Gdzie jeszcze szukać miejsca na studiach?
To ważna wskazówka dla osób, które nie dostały się na studia na wymarzony kierunek. Zamiast od razu skreślać cały rok, lepiej sprawdzić kilka ścieżek jednocześnie: inne miasto, kierunek pokrewny, studia niestacjonarne albo drugi cykl rekrutacji. W Białymstoku rekrutacja uzupełniająca objęła zarówno studia stacjonarne, jak i niestacjonarne, a uczelnie wprost wskazywały, że to oferta dla tych, którzy nie zostali przyjęci w pierwszym naborze, poprawiali maturę albo wcześniej nie podjęli decyzji.
Wolne miejsca nie zawsze oznaczają słabą ofertę. W Krakowie dodatkowy nabór dotyczył dziesiątek kierunków, a w Łodzi uruchomiono dodatkową rekrutację na Akademię Sztuk Pięknych. W praktyce najważniejsze staje się więc pilnowanie terminów, systemów IRK i list dokumentów. To często właśnie formalności, a nie sam brak miejsc, decydują o tym, czy kandydat wykorzysta drugą szansę.
Nie każdy kierunek jest równie dostępny
Powód bywa prosty: na część kierunków chętnych jest znacznie więcej niż miejsc. Podczas naboru na Uniwersytet Łódzki, na psychologię przypadało 14,77 osoby na jedno miejsce, a bardzo duże zainteresowanie notowały też m.in. biologia kryminalistyczna i filologia angielska. Jeśli ktoś celuje wyłącznie w najbardziej oblegany kierunek, ryzyko odrzucenia wyraźnie rośnie.
To jednak nie znaczy, że jedynym wyjściem jest przeczekanie roku. W materiałach o rekrutacji uzupełniającej widać, że uczelnie nadal oferują wiele kierunków z obszaru nauk społecznych, humanistycznych, technicznych czy artystycznych. Czasem rozsądniejszym rozwiązaniem może być wybór kierunku pokrewnego niż całkowite zawieszenie planów edukacyjnych.
Czy warto zrobić rok przerwy?
Rok przerwy po maturze, czyli gap year, zyskuje w Polsce na popularności. Taka przerwa ma służyć samorozwojowi, zdobyciu doświadczenia, przemyśleniu dalszej ścieżki edukacyjnej albo sprawdzeniu się w pracy, stażu, praktykach, wolontariacie czy kursach. Dla części osób to nie ucieczka od decyzji, ale świadome uporządkowanie kolejnego etapu życia.
Taka decyzja ma jednak sens tylko wtedy, gdy jest dobrze zaplanowana. Problemem mogą być finanse, bo roczna przerwa potrafi wymagać większych wydatków. Dochodzi też ryzyko utraty samodyscypliny i trudniejszego powrotu do regularnej nauki.
Co zrobić po nieudanej rekrutacji?
Najbezpieczniejszy scenariusz wygląda więc tak:
- najpierw sprawdzić rekrutację uzupełniającą i drugą turę naboru,
- porównać kierunki pokrewne oraz oferty w innych miastach,
- dopiero potem ocenić, czy rok przerwy ma konkretny cel, plan i budżet.
Jeśli dodatkowy nabór daje realną szansę na rozpoczęcie studiów jeszcze w tym roku, warto z niej skorzystać. Jeśli jednak kandydat nadal nie wie, jaki kierunek wybrać, a przerwę chce wykorzystać na pracę, kursy lub zdobycie doświadczenia, "gap year" może być rozsądną decyzją. Kluczowe jest jedno: nie zostawiać tej sytuacji samej sobie.