Wyjazd nad jezioro kojarzy się wielu osobom z tańszą alternatywą wobec nadmorskich kurortów. Pani Mariola z Torunia, czytelniczka Fakt.pl, przekonuje jednak, że nawet na niewielkim kąpielisku w okolicy miasta koszty potrafią szybko urosnąć, jeśli doliczyć bilety na plażę i jedzenie z lokalnych punktów.
Według jej relacji dla tabloidu zaskoczenie pojawiło się już przy ogrodzeniu plaży, gdzie ustawiono cennik. Za wejście pobierano bowiem 10 zł od osoby, a zwolnienie z opłaty miało dotyczyć tylko dzieci do siódmego roku życia. Ponieważ pociechy pani Marioli są starsze, cała rodzina zapłaciła 40 zł za same wejściówki.
Nie trzeba płacić za dzieci do siedmiu lat, ale moje są starsze. Nie ma zmiłuj, trzeba płacić - mówi dla Fakt.pl.
Spojrzała na cennik nad jeziorem pod Toruniem. "Nie ma zmiłuj". Frytki za 20 zł, obiad za 35 zł
Czytelniczka Fakt.pl podkreśla, że teren nie jest żadnym znanym kurortem, a mimo to obowiązuje tam płatny wstęp. Zwraca też uwagę na tabliczkę z komunikatem, że kąpiel odbywa się na własną odpowiedzialność. Jak podsumowuje w rozmowie z dziennikiem: - I nie było ratownika - zaznacza.
Po wejściu na teren plaży rodzina zajrzała do dwóch lokali gastronomicznych. W pierwszym punkcie dzieci dostały dwie duże porcje frytek belgijskich, za które kobieta zapłaciła łącznie 40 zł, czyli po 20 zł za porcję. Pani Mariola relacjonuje, że wodę zabrali z domu w turystycznej lodówce, dzięki czemu nie musieli kupować już drogich napojów na miejscu.
Ze zdjęcia menu, które wysłała redakcji czytelniczka, wynika, że "obiad" nad wodą kosztował 35 zł, a sama zupa 15 zł. Trójkąty ziemniaczane wyceniono na 16 zł. Duża zapiekanka była dostępna za 25 zł, a połowa zapiekanki - za 10 zł mniej, przy czym za dodatki, takie jak szynka czy kiełbasa, należało dopłacić jeszcze 3 zł.
Pani Mariola odwiedziła też drugi bar, w którym wzięła zapiekankę (16 zł) oraz piwo (12 zł plus 50 gr kaucji za butelkę) bezalkoholowe dla swojego męża. Kobieta zapłaciła za całość 28,50 zł.
Na koniec dnia czytelniczka Fakt.pl zsumowała wejściówki oraz posiłki zakupione nad jeziorem pod Toruniem. Z jej obliczeń wyszło, że jeden dzień nad wodą kosztował ją... prawie 110 zł.
Nie wspomnę jeszcze o paliwie, bo mieliśmy do pokonania 40 kilometrów w dwie strony - podaje dla tabloidu.