Opłata reprograficzna po zmianach. Kto zapłaci za dodatki dla artystów?

Opłata reprograficzna wraca do centrum debaty, bo po nowelizacji może objąć sprzęt, z którego Polacy korzystają na co dzień. Stawka w większości przypadków ma wynieść ok. 1 proc. wartości urządzenia, a nowa lista obejmie m.in. smartfony, laptopy i tablety.

Digital device technology equipment gadget
device, digital, electronic, equipment, gadget, innovation, media, tablet, technology, smertphone, laptop, screen, device, digital, electronic, equipment, gadget, innovation, media, tablet, technology, smertphone, laptop, screenOpłata reprograficzna została znacząco rozszerzona
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Rawpixel Ltd.
Amadeusz Cyganek

Opłata reprograficzna nie jest nowym rozwiązaniem. W polskim prawie działa od 1994 r. jako mechanizm kompensacyjny związany z tzw. czystymi nośnikami. Przez lata obejmowała sprzęt coraz mniej obecny na rynku, m.in. VHS, faksy czy nagrywarki DVD, choć codzienne korzystanie z treści dawno przeniosło się na smartfony i komputery.

Podpisana przez minister kultury nowelizacja ma to zmienić. Resort przekonuje, że nie tworzy nowego podatku, tylko aktualizuje stare przepisy, które po większych zmianach z 2008 i 2011 r. przestały nadążać za rynkiem. Nowe regulacje mają wejść w życie po sześciu miesiącach od ogłoszenia, aby producenci i importerzy mieli czas na przygotowanie.

Jakie urządzenia obejmie opłata reprograficzna?

Na nowej liście znalazły się m.in. smartfony od 32 GB pamięci, laptopy, komputery, tablety oraz telewizory z funkcją nagrywania. To właśnie ta część zmian budzi największe zainteresowanie, bo odpowiada na pytanie, czy opłata reprograficzna obejmie sprzęt kupowany dziś najczęściej, a nie urządzenia kojarzone z poprzednią epoką.

W większości przypadków stawka ma wynieść ok. 1 proc. wartości urządzenia, czyli wyraźnie mniej niż ustawowy limit 3 proc. Przykłady: przy smartfonie za 3000 zł byłoby to ok. 30 zł, przy laptopie za 5000 zł ok. 50 zł, a przy telewizorze za 4000 zł ok. 40 zł. Formalnie opłatę zapłacą producenci i importerzy, ale rynek może uwzględnić ten koszt w cenach detalicznych.

Kto zyska na zmianach i skąd biorą się kontrowersje

Pieniądze z opłaty nie trafią do budżetu państwa. Mają zasilić organizacje zbiorowego zarządzania, takie jak ZAiKS czy ZPAV, a stamtąd do twórców i wykonawców. Według szacunków po zmianach roczne wpływy mogą wzrosnąć z ok. 36 mln zł do 150-200 mln zł, a według części wypowiedzi nawet do ok. 200 mln zł. Ministerstwo argumentuje, że to sposób na bardziej godziwą rekompensatę za kopiowanie treści w ramach dozwolonego użytku.

Spór wcale się jednak nie kończy. Krytycy wskazują, że w epoce abonamentów i platform streamingowych sam mechanizm wygląda archaicznie, a część polityków podważa też tryb wprowadzania zmian rozporządzeniem. W debacie pojawia się również pytanie, czy koncerny przerzucą koszt na klientów. Dla kupujących najważniejsza pozostaje więc prosta kalkulacja: lista urządzeń jest szersza, skala dopłaty ma być niewielka, ale temat opłaty reprograficznej jeszcze długo będzie wracał.

Kto formalnie płaci opłatę reprograficzną?

W materiałach money.pl wyraźnie rozdzielono dwie kwestie: konstrukcję przepisów i praktykę rynkową. Formalnie opłata reprograficzna ma obciążać producentów oraz importerów urządzeń, a nie klientów kupujących smartfon, laptop czy tablet w sklepie. Taki jest punkt wyjścia resortu kultury, który podkreśla, że nie tworzy nowego podatku nakładanego bezpośrednio na konsumentów.

To jednak nie kończy sprawy. W praktyce firmy mogą wliczyć dodatkowy koszt w cenę sprzętu, dlatego część kupujących może odczuć zmianę przy kasie. Właśnie ten rozdźwięk między zapisem przepisów a rynkową praktyką stał się jednym z głównych punktów sporu wokół opłaty reprograficznej. Zwolennicy zmian przekonują, że doświadczenia innych państw nie muszą oznaczać wzrostu cen, a krytycy odpowiadają, że taki scenariusz jest możliwy.

Dlaczego rząd broni zmian, a krytycy je podważają?

Resort kultury przekonuje, że nowelizacja nie tworzy nowej daniny, tylko porządkuje stary system, który od dawna nie odpowiadał cyfrowej rzeczywistości. Powtarza się argument, że katalog urządzeń przez lata obejmował sprzęt wypierany z rynku, a nie te nośniki, z których korzysta dziś większość użytkowników. Ministerstwo podkreśla też, że wpływy z opłaty reprograficznej w Polsce należały do najniższych w Unii Europejskiej, a nowe przepisy mają to zmienić.

W ocenie rządu opłata ma zapewnić twórcom bardziej adekwatną rekompensatę za kopiowanie treści w ramach dozwolonego użytku. Według minister kultury doświadczenia innych państw europejskich nie pokazują automatycznego wzrostu cen sprzętu. Ten argument ma osłabić obawy, że opłata od smartfonów i laptopów natychmiast uderzy w kupujących.

Krytycy patrzą na sprawę inaczej. Część polityków i komentatorów zwraca uwagę, że w czasach platform streamingowych sam mechanizm wygląda na niedostosowany do współczesnego sposobu korzystania z muzyki, filmów i seriali. Anna Maria Żukowska oceniała, że uwspółcześnienie systemu to dobry kierunek, ale rozwiązanie nie jest optymalne właśnie dlatego, że nie obejmuje modelu abonamentowego.

Najdalej idą zarzuty dotyczą trybu wprowadzenia zmian. Posłowie PiS twierdzą, że rozszerzenie opłaty reprograficznej rozporządzeniem może być niezgodne z konstytucją, bo nowe obciążenia powinny wynikać z ustawy. Zapowiedzieli też rozważenie skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich. W tle pozostaje również spór bardziej praktyczny: nawet jeśli formalnie płacą producenci i importerzy, to rynek może przenieść część kosztów na klientów.

Wybrane dla Ciebie