Tegoroczne lato w Polsce nie rozpieszcza miłośników wysokich temperatur. Zamiast słonecznych dni, dominuje deszcz i pochmurne niebo. Do tego silny wiatr. Zarówno czerwiec, jak i lipiec nie przyniosły oczekiwanej poprawy.
W górach aktualnie w ciągu dnia termometry wskazują 18 stopni Celsjusza. W nocy słupki rtęci wskazują raptem 10 stopni. Turyści w związku z tym rezygnują z przyjazdów.
Jak podaje "Wyborcza", jedna z mieszkanek wsi Obidowa w Małopolsce przyznaje, że planowała wycieczkę rowerową z rodziną wokół Zalewu Czorsztyńskiego, ale odwołała ją ze względu na pogodę. Inny turysta z Łodzi mówi, że planował zdobyć Mnicha i Okno Pawlikowskiego, ale przełoży wyprawę na przyszły rok.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Bilety, przekąski i pamiątki. Oto ceny, w nowym parku rozrywki
Wielu właścicieli hoteli i pensjonatów w Zakopanem nie ukrywa rozczarowania. Część rezerwacji została anulowana, inne nie doszły do skutku. Emilia Glista z lokalnej agencji marketingowej w rozmowie z "Wyborczą" wyjaśnia, że choć elastyczne oferty z bezpłatną rezygnacją są dziś standardem, to zła pogoda realnie wpływa na liczbę turystów.
W porównaniu do ubiegłego roku widać, że turystów jest trochę mniej. Nie są to wielkie różnice, ale w tym okresie zwykle był już pełen ruch – przyznaje na łamach "Wyborczej".
W centrum Zakopanego obłożenie wynosi około 90 proc., ale na peryferiach spada poniżej 70 proc. Aby ratować sezon, właściciele obiektów obniżają ceny – w centrum noclegi zaczynają się od 350 zł za dobę, a na obrzeżach już od 250 zł.
Hotelarze liczą na turystów z zagranicy
Mały turystyczny kryzys w Zakopanem mogą zatem uratować obcokrajowcy, którym kapryśna zakopiańska aura straszna nie jest.
Mamy sporo turystów zagranicznych, którzy mimo pogody i tak przyjeżdżają. Najwięcej gości widać z Bliskiego Wschodu, ale są też turyści z Węgier, Słowacji, Czech, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Litwy, a nawet z Izraela – podkreśla Emilia Glista w rozmowie z "Wyborczą".
W Zakopanem sezon zwykle trwa do 15 sierpnia, ale w tym roku turyści nie dopisują. Jeśli sytuacja się nie zmieni, właściciele pensjonatów i hoteli będą musieli pogodzić się z mniejszymi zyskami. Po kilku latach pełnych rezerwacji, teraz wygląda na to, że cepry zostawią u gazdów mniej dutków niż zwykle.